Bez wyjścia…?
Ciągłe oskarżanie, błędów wytykanie
zero zrozumienia, żal nie do zniesienia,
że tak piękną miłość utopiliśmy
w codzienności gorzkich, smutnych dni.
Choćbym się starała, rękę wyciągała
czuję odrzucenie, winą obarczenie,
że nie jestem żoną jaką chciałbyś mieć
łagodną, posłuszną – więc mówisz mi: precz!
Kiedyś byłeś czuły, troskliwy, kochany,
a teraz zadajesz ciągle nowe rany.
Może się zatrzymasz i zobaczysz, że
nie jestem twym wrogiem -
tak nie zmienisz mnie.
Bo ja potrzebuję ciepła i czułości
Pełnej akceptacji, wyrozumiałości.
I jeśli mnie kochasz i chcesz szczęścia mego
Uwierz! Że ja pragnę też tego samego.
Bez win, osądzania, bez krzyków i złości
dajmy sobie szansę i naszej miłości.
16.02.2010r.
Wtorek
Godz. 11.18
© Copyright by Fioletowa
(WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE)